środa, 14 listopada 2012

Cześć wszystkim! Z racji tego,iż trzecioklasiści mają testy,mam przez całe trzy dni na 11...akurat mam wolną chwilkę,więc postanowiłam tutaj coś napisać. Ostatnimi czasy,mam sporo wolnego czasu,ale nie umiem złożyć zdań w logiczną całość i dlatego,tak zwlekałam na dodanie notki. Dzisiejszy post,tak jak poprzedni nie będzie o czymś konkretnym..Na razie musicie zadowolić się moimi dennymi wypocinami,bo w mojej głowie jak na razie nie rodzi się jakiś genialny pomysł na post. Trudno.
Wspominałam wam,że mam remont? Nie? To wspominam. Tapetowanie zostało zakończone. Teraz pozostała tylko kwestia mebli,ale mój tata wpadł na ''genialny'' pomysł. Chce mi zmienić panele w pokoju bo  moje aktualne są w marnym stanie. Są tego plusy i minusy. Plusy są takie,że mój pokój będzie wyglądał tak jak powinien,a minusy są takie,że ''wprowadzę'' się do swojego pokoju za 3-5 dni. Świetnie...
Poza tym, na dworze robi się coraz zimniej...Mróz,wiatr itp. powodują,że resztki mojego dobrego samopoczucia spadają ku dole. Aktualnie ćwiczę na dzisiejszą kartkówkę z niemieckiego i pomału się zbieram. Życzę wszystkim miłego dnia! :-))



niedziela, 11 listopada 2012

dobre samopoczucie

Cześć wszystkim! Przepraszam,za moją kilkudniową nieobecność...niestety nie miałam czasu ani nawet weny,na napisanie tutaj czegokolwiek konkretnego...W sumie,dzisiejszy post również nie będzie jakiś ciekawy...po prostu musiałam tutaj coś napisać. Jakieś wypociny. Bzdury. Nic ważnego.
Dzisiejszy dzień mogę powiedzieć,że był inny. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam,że jestem w malutkim stopniu szczęśliwa...od pewnego czasu czułam,że psychicznie umieram i nie było to wygodne.  Dni przepełnione smutkiem nie są dobre...zdecydowanie ich nie lubię. Zastanawiam się co spowodowało,że poczułam się inaczej niż zwykle. Może kilka wesołych godzin spędzonych z najukochańszą przyjaciółką na świecie? Może. Może to,że w pewnym stopniu spełniam swoje pragnienia? Może. Może to,że postawiłam na swoim? Może. A może wszystkie wcześniej wypisane czynniki? Nie wiem...ale to nie ważne...ważne jest to,że poczułam się inaczej...poczułam,że żyję. Nie wiem czy to dobre określenie,ale zaryzykuję. Cóż...cieszę się i to jest najważniejsze. Czuję,że zmiana mojego samopoczucia nie będzie trwać długo,szkoda. Lubię cieszyć się z najzwyklejszych rzeczy. Lubię. Naprawdę.
~*~
Czy was również mdli na myśl o zbliżającym się tygodniu szkolnym?  Mnie bardzo. Do tego bardzo stresuję się jutrzejszym dniem...W sumie nie powinnam,ale nie potrafię inaczej. Boję się,że się pomylę...boję się,że coś źle pójdzie,boję się występować. Po prostu. Nic na to nie poradzę. Poza tym,weekend trwa zdecydowanie za krótko. Jak z piątku nagle zrobiła się niedziela? Ugh. Wszystko trwa tak krótko. Czas leci jak piasek przez palce. Nim się obejrzymy będziemy dorośli albo w ogóle nas nie będzie. I tu jest problem. Czas leci jak szalony w nieznanym nam kierunku. Dostosowujemy się i to jest sens naszego istnienia. Nasze życie można porównać do wędrówki w nieznane krainy. Nie,nie...nie powinnam się smucić. Pisząc co kolejne zdanie w tej notce,czuję jak moje samopoczucie spada w dół. Nie. Mówiłam,że mój dobry humor nie będzie trwał długo?


czwartek, 8 listopada 2012

Cześć wszystkim. Dzisiejszy dzień był jeszcze gorszy niż wcześniejsze. Tym razem,czułam się źle fizycznie...Przez cały dzień miałam wrażenie,jakby ktoś wbijał mi nóż do pleców i brzucha. Myślałam,że nie wytrzymam. Czułam się naprawdę źle...phi,co ja piszę? Do tej pory tak się czuję. Ból mimo wielu tabletek nie ustępuję,a ja z minuty na minutę czuję się coraz gorzej. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam tak silne bóle menstruacyjne...ale nieważne. Bo niby kogo obchodzi mój nieustający ból brzucha? Nevermind.
~*~
Dzisiejszy dzień w szkole mogę powiedzieć,że był całkiem niezły. Załapałam kilka pozytywnych ocen i w sumie jestem zadowolona. Przepraszam,ale muszę to napisać: Jestem z siebie dumna. W tym roku mój tok nauczania zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Moje oceny,a oceny z pierwszej klasy...wolę o tym nie wspominać...nie warto. Po prostu w tym roku stwierdziłam,że jeżeli dalej będę uczyć się,tak jak się uczyłam,nie będę miała z tego żadnych korzyści w przyszłości. Po prostu.
W sumie dzisiejszy post nie będzie o niczym konkretnym. Nie mam weny twórczej...znając życie dopadnie mnie w najmniej oczekiwanym momencie,ale nic...nic na to nie poradzę. Poza tym,jestem bardzo zaskoczona ilością obserwatorów i komentarzy pod poprzednim postem! Naprawdę wszystkim dziękuję za odwiedzanie i czytanie moich wypocin! :) A wam jak minął dzisiejszy dzień? Jak tam wasze oceny?



Dobrej nocy! xx

poniedziałek, 5 listopada 2012

I want be happy

Potrzebuję silnej dawki szczęścia w trybie natychmiastowym.
~*~
Rzeczywistość otaczająca mnie,jest męcząca. Jestem przemęczona tym wszystkim. Nauką. Szkołą. Remontem,choć dobrze się nie zaczął...WSZYSTKIM. Potrzebuję odpoczynku. Potrzebuje chwili spokoju i oczyszczenia. Potrzebuję w trybie natychmiastowym. Nie wiem czy to przemęczenie jest ''chwilowe''...chcę,aby jak najprędzej się zakończyło. Mam tego dość. Po dziurki w nosie. W czterech literach. Najlepiej,żeby zakończyło się teraz. Chcę być otoczona szczęściem. Od nóg do głowy. Od prawej do lewej strony. Po prostu. Chcę być szczęśliwa. Chcę cieszyć się do bułki z serem. Do drzewa. Do wszystkiego. Po prostu. Dlaczego,gdy dołujemy się jesteśmy smutni? Moglibyśmy być szczęśliwi...bezsensu. Wszystko jest bezsensu. Bo po co to wszystko? Nie ważne...pytanie,które od pewnego czasu krąży w mojej głowie...z czasem robi się naprawdę irytujące. Chciałabym być ciągle szczęśliwa. Szczerze się uśmiechać. Bawić się. Nie wytrzymuję. Psychicznie i fizycznie. Potrzebuję oczyszczenia(?). Czasami mam wrażenie,że jestem stworzona tylko do tego,aby być smutnym. W moim przypadku,każda wesoła chwila idzie w niepamięć...a smutne tworzą najbardziej widoczne rysy na mojej psychice. Dlaczego? Dlaczego jest tak bezsensu? Życie jest dziwne. Ja jestem dziwna. Dlaczego? To wszystko jest nienormalne. Dlaczego jest tak,a nie inaczej? Mogłabym być...nie,nie,nie,nie. Często zdarza mi się to powtarzać...ale z czasem zaczęłam nienawidzić tego stwierdzenia. Powinnam cieszyć się tym co mam...ale ja nie potrafię. Nie doceniam tego co Bóg mi dał. Po prostu. Chciałabym więcej...więcej i więcej. Dlaczego tego nie doceniam? Brakuję mi tego,czego nie mam. Dziwne...jak można tęsknić za czymś,czego nigdy się nie miało? Bezsensu. Wszystko. Jest. Bezsensu. Czasami właśnie dopadają mnie takie myśli...i właśnie dzisiaj jest to czasami. Nienawidzę tego beznadziejnego uczucia. Czuję się nikomu niepotrzebna. Niewidzialna,choć otaczają mnie wspaniali ludzie. Czuję się niedowartościowana. Po prostu. Nienawidzę zakładać sztucznego uśmiechu,kiedy w środku panuje tornado. Chciałabym czuć się jak wieża,a nie jak płaski dom. Po prostu. Mam ochotę stąd wybiec. Wybiec gdzieś daleko,ale szybko wrócić. Na chwilę. Obiecuję,że naprawdę szybko wrócę. Momencik i będę z powrotem. Naprawdę. UGH. Mówię: dość. Chcę coś zmienić. Chcę się zmienić. Jak kiedyś. Normalną być...chcę. Ale ja jestem normalna,więc co jest ze mną nie tak? A może to nie o mnie chodzi? Chodzi o kogoś innego. Nie wiem. Być może to dobry pomysł...może to pierwszy stopień do bycia szczęśliwym. Może. Czaspokaże. 

piątek, 2 listopada 2012

life...ohh life?

''Po co to wszystko?'' To pytanie krąży w mojej głowie już od pewnego czasu. Sama nie wiem kiedy zaczęłam rozmyślać nad znaczeniem słowa ''życie''. Po co się starać? Po co być szczęśliwym? Po co to wszystko? Skoro i tak umrzemy...Po co rano wstawać,skoro i tak wieczorem znów się kładziemy? Po co się ubierać? Po co jeść śniadanie,skoro i tak to później strawimy? Po co iść do szkoły,skoro i tak później z niej wrócimy? Po co się uczyć,skoro za jakiś czas nie będziemy tego pamiętać? Po co wracać,ze szkoły skoro i tak będziemy musieli do niej iść? Po co się starać? Po co żyć? Po co to wszystko? ''Ciągły wyścig szczurów,godziny stracone na czymś,co i tak po tych wszystkich latach stracimy''. Po co przywiązujemy się do ludzi,skoro niektórzy z nich odejdą przez zaniedbanie lub zbiegiem czasu przestaniemy być dla nich kimś ważnym...Po co to wszystko? Denerwujące jest to pytanie. Nie znam na nie odpowiedzi. Nie umiem tego wytłumaczyć. Dziwne. Nienormalne. Po co w to brniemy? Dla satysfakcji,którą odniesiemy po tych wszystkich czynnościach? Ale po co nam ona? I tak umrzemy. Bez sensu,ale jednak...dalej w to brniemy. Brniemy w to bo taka jest idea życia. Brniemy,choć nie wiemy jak...nie wiemy gdzie. Czujemy się zagubieni bo nie wiemy...po co to wszystko? Nic z wykonywanych przez nas czynności,nie ma dokładnej odpowiedzi...Pijemy bo nie chcemy się odwodnić,nie chcemy umrzeć bo chcemy żyć...po co żyć? po co to wszystko? Błędne koło. Myślę,że odpowiedź gdzieś jest. Daleko,ale jest. Ktoś musi wiedzieć,po co to wszystko? Nie wiem...ale dalej w to brnę.




poniedziałek, 29 października 2012

good time

Cześć wszystkim :) Zaczął się przez wszystkich najbardziej oczekiwany tydzień szkolny...czujecie ten sarkazm? Jakie szczęście,że to tylko trzy dni...Tak,dla niektórych dwa,jeden lub nawet zero. Dla mnie są to dwa luźne dni. Dzisiaj kończyłam po 11,ponieważ szłam do lekarza...a jutro? Jutro jest wtorek. We wtorki zawsze kończę o 12:25. A w środę najzwyczajniej na świecie nie idę do szkoły. Muszę jechać z rodzicami pozałatwiać pewne sprawy. Jestem zdziwiona,że mama ot tak,pozwoliła mi nie iść do szkoły. Dzisiejsze popołudnie spędziłam  z przyjaciółką. Już dawno nie spędzałyśmy ze sobą tak długiego czasu mimo tego,że mieszkamy w jednej klatce! Uśmiałam się do łez...zresztą jak zawsze w towarzystwie M. Chwile spędzone z przyjaciółmi,ładują mnie totalnie pozytywną energią...zresztą,kogo nie? Poza tym,jestem bardzo zaskoczona ilością śniegu. Ten biały puch spadał z nieba jak szalony...całe ulice,bloki i wszystko inne dookoła jest białe! Dzisiaj chodząc z psem,zdałam sobie sprawę,jak bardzo tęskniłam za takim ''stanem''. Nie wiem czy użyłam dobrego słowa,ale mniejsza o to...Gorące herbaty z cytryną,ciepłe swetry,gorące kaloryfery,lekki przymrozek itd. sprawiają,że czuję,że żyję! Naprawdę. Wiem,że za jakiś czas,kiedy zima naprawdę będzie dawała się we znaki,powiem,że jej nienawidzę...ale teraz cieszę się daną chwilą!

:)

sobota, 27 października 2012

lazy saturday

Witam wszystkich! Od dłuższego czasu zabierałam się za napisanie tutaj czegokolwiek,lecz nic nie składało się w logiczną całość...Mamy weekend. Pogoda za oknem powinna być ładna. A jaka jest? Wszędzie ponuro,zimno i deszczowo. Wczoraj wieczorem padał nawet deszcz ze śniegiem! Jednym słowem: Okropieństwo! Dzisiejszą sobotę przeznaczam na totalne leniuchowanie. Cały dzień dla siebie i swoich spraw. Tak,to zdecydowanie to czego było mi trzeba. Dzisiaj napadła mnie ogromna ochota na wieeeeelką bombę witaminową i od razu po obiedzie zabrałam się za robienie sałatki:


Sałatka została zrobiona z rzeczy,które miałam pod ręką...tj: jabłko,pomarańcza,czekolada,płatki kukurydziane i jogurt gruszkowo-brzoskwiniowy. Niby proste coś,ale jakie dobre! Mniam,mniam...
Aktualnie siedzę i słucham radia. Cieszę się jak nie wiem,myśląc o jutrzejszym dniu. Mój tata po prawie dwumiesięcznej nieobecności w domu,wreszcie wraca. Naprawdę za nim tęskniłam. Nie jestem przyzwyczajona do tak długiej rozłąki z kimś z mojej rodziny. 



Trochę zmieniłam wygląd bloga. Inny nagłówek,inna kolorystyka...nic wielkiego. Podoba się? Dziękuję za przeczytanie moich wypocin. Masło maślane jest spowodowane brakiem weny. Ale nic. Do napisania. Miłego dnia!